|
Ja już mam serdecznie dość... Czego? A kurde wszystkiego! A głównie roboty, którą raczej można określić mianem smyczy na której jesteśmy trzymani. Non stop ciągle jakieś gówniane zmiany wprowadzają. Marze o zmianie roboty, pragnę tego jak niczego innego na świecie. Ciągle szukam, chodze na jakieś rozmowy, ale nie mam pojęcia co jest ze mna nie tak? Teraz żałuję że poszłam na studia, trzeba bylo isc w cholere zrobić jakąś zawodówkę, mieć fach w ręku a nie zachcialao mi się mieć mgr. Może myślę źle ale patrząc na to co się dzieje na rynku pray to odechciewa mi się wszystkiego. Niby ta praca jest na miejscu wiec odchodzą ewentualne koszty dojazdu ale jednak wolalabym płacić za dojazd i wiecej zarabiać i przede wszystkim robić to co lubię niż na miejscu i za marne grosze za które sama się nie utrzymam nigdy w życiu. Chciałabym wkońcu z Nim zamieszkać, ale nie mogę bo cierpie na chroniczny brak kasy!! a nie bede przeciez na kogos utrzymaniu. Chciałabym żeby wkoncu i do mnie uśmiechnęło się szczęście i abym mogla zacząć wieść normalne życie a nie tylko skrobać się i myśleć czy po opłaceniu rachunków wystarczy mi na wizytę u lekarza, czy kupić sobie coś do ubrania czy może odkladać kasę bo znów sie szykuje jakis wydatek. Aaaa! oczywiście zdrowie jest w stanie opłakanym. Wyniki znów wyszły jeszcze gorsze niż były rok temu. Lekarka twierdziła, że jak będę chudnąć wszystko się unormuje, a ja chudne, ćwiczę, organiczam się a wyniki są 3x gorsze niż były, ale oczywiście rezonansu nie zrobi mi nikt, bo po co? jeden lekarz nastraszył mnie że mam gruczolaka trzustki. No ale jak nie zabule w prywatnym gabinecie za wizyte to mnie nie zdiagnozują. Chociaz na lekarkę która mnie prowadzi narzekać nie mogę, ale wkur.... mnie to że polikwidowali poragnie endokrynologiczne i trzeba bulić za wizyty. Głupie państwo. malutka170000000 2011-08-08 09:57:30 skomentuj (0) WTF??? Wydarzenia ostatnich dwóch tygodni mogą się nadawać na jakiś scenariusz filmowy. Tak na samym początku chciałabym pokazać środkowy paluszek temu bądź tym ch... którzy w bezczelny, arogancki i najmniej spodziewany sposób włamali mi się do mieszkania. Mam nadzieje, że psy Was/Ciebie dorwią i zrobią z Wami/Tobą to co Ci się należy!! A jesli okażesz się być kimś bliskim, tak jak to jest podejrzewane własnymi rękami łeb Ci urwę.
Odnośnie mojego zdrowia- okazało a raczej potwierdziło się coś, co mnie podłamało ale mam nadzieję, że kiedyś będzie ok.
Odnośnie pracy jedyny pozytyw, jakos idzie i oby tak dalej. malutka170000000 2011-06-02 15:14:41 skomentuj (0) Rozmowa i wizyta rachmistrza Wczorajszy dzień obfitował w różnego rodzaju zdarzenia. Pierwszą z nich była rozmowa kwalifikacyjna, na którą dostałam zaproszenie. Oczywiście na wstępie podczas rozmowy informującej mnie padło pytanie czy mogę pisać i rozmawiać po ang? odp moja brzmiała TAK. Wszystko byłoby ok, wkońcu nauka na studiach, teraz ciągle jakis kurs angola ciągnę więc dogadam się itp. Szykowałam się żeby powiedzieć jakie pokończyłam szkoły, zakres obow. w poprzednich miejscach pracy- oczywiscie wsio po ang. Kiedy przyszła moja kolej, powitał mnie wyfiolkowany Pan jakiś tam, nawet nie zrozumialam nazwiska bo coś burknął pod nosem. On zasiadł po jednej, ja po drugiej str stołu. Od razu w oczy rzuciła mi się kartka na której było cos nabazgrane jak na recepcie od lekarza. Więc pytam się grzecznie co na tej kartce jest napisane po czym Pan Goguś do mnie "Nie wiem, ale ma Pani 3 min na przepisanie i przetłumaczenie tego" Po czym zabral się i wyszedł. Co najmniej z 5 min zajęłoby rozszyfrowywanie tych bazgroł, wrócił i do mnie "No i jak?" kiedy zobaczył pustą kartkę w Wordzie powiedziałam, że nie będę się ośmieszać, bo raz że nie mogę się rozczytać a dwa myślałam że chodzi o normalny komunikatywny angielski a nie typowo biznesowy a stanowisko na które aplikowalam też nie było jakies mega rozwojowe i wymagające fachowego słownictwa, które jak sie później okazało było nabazgrane na kartce. Później przyszedł czas na obsługe worda i excella, poszło mi ok, ale ten stwierdził, że w excellem słabo ponieważ chwilkę mi zajęło wpisanie formuły, a logiczną rzeczą jest, że stres swoje robi. Później oskarzył mnie o kłamstwo z tym angielskim. Koleś mnie tak wkurzył, że mu powiedziałam że może sprawdzić mój ang jak chce, poczym zrezygnował i się słowem nie odezwał, szybko zmienił temat. Z rozmowy na rozmowę trafiam na coraz większych kretów. Ale przynajmniej mam motywację do wzięcia się za bary z biznesowym ang. Z kolei po 16 odwiedziła nas Pani Rachmistrz. Milusia i fajna babeczka, nie wypytywała się nie wiadomo o co. Tak że Urząd Statystyczny wciągnął nas na swoją listę "spisowiczów" :o) malutka170000000 2011-05-11 08:59:39 skomentuj (0) Majowy maj ? Maj od początku zaczyna nas zaskakiwać jak nie anomaliami pogodowymi to wydarzeniami, które mają miejsce tj. beatyfikacja, ślub ksiażęcej pary czy śmierć Bin Laden'a. Dzieje się dzieje a do tego wali śnieg :o) Jedego dnia się opalasz a drugiego lecisz do szafy po grubą kurtkę bo temperatura z 20 st spada na 2 :o) wali słońcem po oczach a za chwile deszcz aż dudni. Normalnie porażka, jeden wielki kocioł. Odnośnie spraw zawodowych kwiecień i marzec były wporządku, dzisiaj pierwszy dzień pracy w maju ale jest tak beznadziejny, że od bladego świtu szlag mnie jasny trafia. Oczywiście przyczyniła się do tego jedna z "miłych" koleżanek z pokoju. Widać z gęby, że wredne i fałszywe ale oczywiście swoje 5 gr musi wetknąć bo nie poczułaby się sobą, ale jakaż to ona jest dobroduszna. Jej całe życie to jedna wielka pokazówa. Ale oczywiście jest ktoś, kto zawsze podniesie mnie na duchu, ktoś kogo uwielbiam ponad życie. Jeśli chodzi o moje zdrowie to oczywiście leczyć się na NFZ to tak jak czekać na zbawienie. Dzwonię do szpitala dowiedziec sie o najbliższy termin wizyty u endokrynologa co słysze? Czerwiec, to zadowolona chce sie juz zapisywac poczym pani dodaje - 2012!! I co mi przyszło? zapłacić za badanie krwi ponad 300 zł bo nikt mi nie dał skierowania. Nasza Kochana służba zdrowia. malutka170000000 2011-05-04 13:48:58 skomentuj (8) Był sobie marzec No wydarzyło się w tym marcu troszkę rzeczy. Zostałam słomianką wdówką na 3 tyg, gdyż ukochany miał wypad w rodzinne strony. W pracy jakos sie ułożyło. Była gadka z szefem, pozniej roszady pracowników i jakoś człowiek dał rade, mimo że nadal się będę upierać, że nie jest to praca na miarę moich możliwości. Zostały nam wprowadzone mega "zajebiscie mądre" zasady współpracy. Są tak beznadziejne, podpadające wręcz pod mobbing. Gdyby ktoś z zewnątrz je zobaczył i atomsfere jaka panuje złapałby się za głowę z przerażenia. Jak komuś się wspomni o tych "zasadach" to zgon na miejscu. Dawno nie miałam okazji pracować w tak chorej atmosferze. Pomijając sprawy, że tak powiem zawodowe, w życiu prywatnym żadnych wiekszych rewelacji, spokojnie wszystko się toczy swoim własnym torem, ale i tak wydarzylo się coś o czym warto, a wręcz należt wspomniec. Moj Luby zebrał się na odwagę i wkońcu zawitał u mnie. Było to nielada przeżycie dla obojga, jednak dla niego największe. Zestresowany ale wszystko poszło pieknie i gładko. Oby tak dalej. Wogóle przedwczoraj urodziło nam się kolejne maleństwo w rodzinie. Jestem zakochana juz w jednym, teraz drugie, wkońcu może kiedys przyjdzie czas na własne, ale najpierw ślub :) malutka170000000 2011-04-04 10:04:20 skomentuj (0) |
||||